Dyskusyjny Klub Filmowy
Czy młodzi entuzjaści sztuki filmowej zdecydowali się podjąć studia medyczne, czy też lekarze szukający odskoczni od zawodowych stresów pokochali kino?
Nieważne. Jakiekolwiek były początki zamiłowania do ekranowej rzeczywistości, liczy się to, że mamy świetną okazję do spotkań i dzielenia swej pasji! Utworzony został bowiem Dyskusyjny Klub Filmowy Śląskiej Izby Lekarskiej. Klub, który nie nakłada praktycznie żadnych obowiązków - umożliwia za to spędzenie kilku godzin w miesiącu w towarzystwie ludzi obdarzonych pewną szczególną wrażliwością - czy też "niepokojem duchowym", który skłania ich do poszukiwania wciąż nowych Punktów Widzenia.
Inspiracją do stawiania pytań wykraczających poza codzienne "rutynowe" rozterki będą wyświetlane w Domu Lekarza filmy. Naszym zamiarem jest prezentowanie nie tylko uznanych arcydzieł kinematografii. Sięgniemy także po filmy mniej znane, ale zawsze takie, które skłaniają do refleksji. Często kontrowersyjne - ale o te kontrowersje właśnie chodzi; wszak nasz klub, jak wskazuje nazwa, ma być miejscem wymiany poglądów i dyskusji. Miejscem, gdzie emocje i intelekt nie stoją na przeciwległych biegunach, ale na równych prawach kształtują nasze sądy.
Chcemy, aby tematyka prezentowanych filmów "ocierała się" o problemy naszego środowiska. Interesować nas będą dylematy etyczne, życie i śmierć, zdrowie i choroba, władza i bezsilność.... Nie oznacza to jednak, że spotkania nasze muszą być zawsze bardzo "serio". Dobra komedia może być lekiem na codzienny stres i zmęczenie. Zresztą - dobór repertuaru i atmosfera będą zależały od Was, drogie koleżanki i koledzy. Jeśli, oczywiście, zechcecie poświęcić odrobinę swego wolnego czasu Dziesiątej Muzie. Chyba warto... bo jest to muza wdzięczna i urocza !
Stałym terminem naszych spotkań jest każda druga środa miesiąca, godzina 19-ta, a miejscem - aula Domu Lekarza.
Zapraszamy serdecznie ! Bez portfela, ale z "otwartą głową" !
Wojciech Bednarski
Koleżanki i Koledzy lekarze, uczestnicy spotkań Dyskusyjnego Klubu Filmowego!
W naszej działalności niejednokrotnie napotykaliśmy na kłopoty, starając się uzyskać zgodę na publiczne odtworzenie filmu z nośnika DVD. Negocjacje z dystrybutorami nierzadko nie przynosiły oczekiwanego pozwolenia i byliśmy zmuszeni do rezygnacji z pokazania wielu wartościowych obrazów. Od października 2009 roku sytuacja uległa pewnej zmianie - dysponujemy czymś na kształt "licencji zbiorczej", udzielanej przez Motion Picture Licensing Company. Daje nam to większą swobodę w dobieraniu repertuaru.
Niestety, z tą licencja wiąże się też dość istotne ograniczenie. Oto fragment z listy warunków:
"Żadne konkretne tytuły ani postacie z takich tytułów bądź nazwiska producentów nie będą reklamowane ani publikowane w formie ogólnodostępnej..."`
W tej sytuacji omówienia filmów, jakie zamieszczać będziemy w Internecie, zostaną pozbawione tytułów, nazwisk (bądź pseudonimów) bohaterów, nie podamy też, kto odpowiada za produkcję.
Przepraszamy za tę dość niezręczną sytuację, zapewniamy jednak, że w naszym lokalnym, branżowym biuletynie "Pro Medico" regularnie ukazują się `nieocenzurowane` wersje zaproszeń na seanse, w postaci mini-recenzji. Zachęcając do odwiedzania naszej strony www, prosimy zarazem o wyrozumiałość i ewentualne poszerzenie informacji o szczegóły zawarte w tradycyjnej, drukowanej formie.
Przypominamy też, że stałym miejscem spotkań pozostaje Dom Lekarza, a stałym terminem - druga środa miesiąca, godzina dziewiętnasta.
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie czterdzieste piąte)
W nas jest Raj, Piekło – i do obu – szlaki *
Przepraszam wszystkich, którzy przybyli do Domu Lekarza na lipcowe spotkanie DKF-u. Nie odbyło się ono z przyczyn częściowo tylko ode mnie zależnych, ale ze skruchą przyznaję – nie powiadomiłem na czas o odwołaniu projekcji. Jeśli jednak nie obraziliście się, koleżanki i koledzy, na nasz Klub – zapewniam, że obiecany dramat wyświetlimy, i to już we wrześniu. Zbiegiem okoliczności ów termin będzie nawet bardziej adekwatny do tematu filmu, bowiem to właśnie w tym miesiącu obchodzony jest Dzień Solidarności z Osobami Chorymi na Schizofrenię.
Historia, którą pokażemy, jest realizatorskim majstersztykiem – sposób, w jaki została przedstawiona, pozwala lepiej zrozumieć funkcjonowanie dotkniętych przez tę wciąż tajemniczą psychozę. Dlaczego? Ci, którzy ekranizację widzieli, wiedzą. Tym zaś, którzy jej nie znają, nie chcę odbierać momentu zaskoczenia, jakiego zapewne doświadczą podczas seansu… Zapraszam – jak zwykle – w drugą środę miesiąca.
Dwie mile za hipokampem
Pół żartem, pół serio – jestem zwolennikiem pewnej „spiskowej” teorii. Głosi ona, że w dialogach dowolnego filmu ukryte są frazy, stanowiące klucze do interpretacji. W komediodramacie, jaki pokażemy 13 października, odnalazłem dwa. Jeden z nich, to wypowiedź głównego bohatera, patrzącego ze zdziwieniem neofity na własny dom: „Wydaje się taki mały, w porównaniu z tym, co dzieje się w środku”. Drugi tkwi w wymianie zdań: „- To straszne utknąć tu, w Endorze. - Miejsce, jak każde inne.”
Już spieszę z wyjaśnieniami… Endora – miasteczko na pozór senne, nieciekawe i znajdujące się na uboczu wszystkiego, czemu warto byłoby poświęcić choć chwilę uwagi. Tak zostaje nam zaprezentowane już w pierwszych minutach filmu: „Co roku przejeżdżają tędy turyści. Nigdy się nie zatrzymują.” I za chwilę: „Opisywanie jej to taniec bez muzyki. Nic tu się nie dzieje.”
Otóż - przeciwnie: zdarza się wiele. Oscar Wilde w „Portrecie Doriana Graya” pisał, że każdy z nas nosi w sobie niebo i piekło. I właśnie tu, w Endorze, tego piekła i nieba nazbierało się tyle, że wypełniają głowę pierwszoplanowego bohatera szczelnie i całkowicie… Tak, że zabrakło miejsca na odrobinę siebie – na własne marzenia, plany, ba: nawet emocje, targające postacią, są głównie cudze. Opieka nad niedorozwiniętym bratem i monstrualnie otyłą matką… Rola męskiego filara rodziny i kochanka niespełnionej, dojrzałej kobiety z sąsiedztwa… Obrona honoru najbliższych, a także ideałów tradycyjnego, drobnego handlu… Oto karuzela, która kręci się dość jednostajnie, ale zarazem zbyt szybko, by się rozejrzeć. Pewnego dnia zrządzenie losu wrzuca kamień w jej tryby: w miasteczku zatrzymuje się niezwykła dziewczyna. Epatująca pięknem i młodzieńczą energią, ale zarazem dziwnym spokojem i cierpliwością. Wydaje się wiedzieć to, co celnie ujął Edward Stachura: „Gdziekolwiek by się pojechało, spotyka się tam, gdzie się dotarło, przede wszystkim to, co się ze sobą, to znaczy sobą, przywiozło. Jeżeli przywiozło się sobą niewiele – tako niewiele się w drugim końcu świata spotyka. I tu nic nie pomoże”. Tę prawdę, nieoczywistą przecież (jakże wielu ludzi marnuje całe życie na poszukiwaniu idealnego miejsca, wypatrując go wciąż poza horyzontem), pod wpływem nastolatki odkrywa także główny bohater. I osiąga nowy poziom dojrzałości, niby kolejny krąg wtajemniczenia w ludzką naturę. Jedna z ostatnich sekwencji udowadnia, że nie jest już kapitanem dryfującej barki – zapragnął pochwycić ster. I w gruncie rzeczy, choć ciekawi nas bardzo, dokąd nią pokieruje, jesteśmy o niego spokojni…
Pięknie opowiedziana to historia, a i znakomicie zagrana. Spotykamy tu plejadę gwiazd, które wówczas gwiazdami jeszcze nie były. Szwedzki reżyser zaś rozwijał własny, ciepły styl, którym oczarowywał nas w kolejnych dziełach.
Nawet, jeśli widzieliście ten wzruszający obraz, zapraszam nań raz jeszcze (13 października) – tak, jak zaprasza się do sprawdzonego, przytulnego hotelu; by znów poczuć magiczny klimat. Choćby to była magia na pozór sennych, nieciekawych miejsc…
* Jacek Kaczmarski, „1788”
Wojciech Bednarski
P.S. Wszelkie zapytania i uwagi dotyczące Dyskusyjnego Klubu Filmowego proszę kierować na adres: ciech@mp.pl Stałym miejscem spotkań pozostaje Dom Lekarza, a stałą godziną – dziewiętnasta.
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie czterdzieste czwarte)
WYPRAWY W GŁĄB PSYCHE
Wśród wielu definicji empatii spotykamy i takie obrazowe określenie, szczególnie użyteczne w naszym medycznym środowisku: To próba „wejścia lekarza w kapcie chorego”. Usiłowanie spojrzenia na sytuację z pozycji pacjenta. Empatia może być cenną pomocą w procesie terapeutycznym, ale nie zawsze o nią łatwo. Ten, kto przeżywał kiedykolwiek ból głowy, łatwiej zrozumie cierpiącego na migrenę. Szczególną trudność budzić jednak może wysiłek związany z przełamaniem bariery, jaka oddziela nas od krainy chorych psychicznie. Widzieć świat oczami schizofrenika – to wyzwanie, które przypomina trochę wyprawę w Himalaje. Choć tylko nieliczni odwiedzili Wyżynę Qinghajsko-Tybetańską, możemy choć w niewielkim stopniu wyobrazić sobie, co czują ci, którzy stanęli na „dachu świata”. Przełączając telewizor na któryś z kanałów przyrodniczych czy podróżniczych, łatwo natknąć się na filmy i zdjęcia, ukazujące krajobrazy Tybetu. To nie to samo, ale lepszej namiastki nie mamy… Film, jaki zobaczymy 14 lipca, będzie dla nas taką wirtualną podróżą do świata egzotycznych jaźni; sądzę, że przygodą równie ciekawą i niezwykłą, jak odkrywanie powabu i grozy najwyższych gór Ziemi…
Ludzie z krwi, kości i uczuć
Wakacyjna kampania reklamowa pewnego towarzystwa ubezpieczeniowego przekonuje nas, że statystyczny Polak posiada ćwierć kota, pół psa oraz jedno i sześć dziesiątych dziecka… I z całą stanowczością podkreśla, że statystyczny Polak nie istnieje. Podobnie jest ze stereotypami. „Rasowy stereotyp” (a przynajmniej jego personifikacja) to twór absolutnie urojony, a jednak – kształtujący tak zwaną opinie publiczną. Według tej opinii, lekarz powinien być obdarzony szczególnymi cechami osobowości, predysponującymi go do tego fachu. Pożądany jest w tym zawodzie intelekt, odwaga, ale i zdystansowany, opanowany temperament. Nie ulegający nadmiernie emocjom, popędom, impulsom… Portret idealnego chirurga przedstawiałby zapewne mężczyznę pogodnego, z błyskiem w oku – lecz ów błysk pozostawałby chłodny. No cóż… Wdziewając fartuch, próbujemy wpasować się w ten wizerunek. Moi drodzy, nie okłamujmy się: To inscenizacja! Rola została napisana na potrzeby scenariusza, a scenariusz – zgodnie z oczekiwaniem pacjentów – ma mieć dobre zakończenie. Owszem, bywa, że aktor bez trudu identyfikuje się ze swym scenicznym – czy też zawodowym – alter ego. Czasem jednak kosztuje to więcej, niż bylibyśmy skłonni przyznać…
Film, który zobaczymy 11 sierpnia, ukazuje nam głównego bohatera w bardzo dramatycznym momencie. Szanowany chirurg jednego z rzymskich szpitali – dowiaduje się, że jego 15-letnia córka jest poważnie ranna, miała wypadek na skuterze. Kiedy koledzy lekarza walczą o jej życie, ojciec rozpoczyna swojego rodzaju spowiedź, ujawniając bolesne sekrety z własnej przeszłości. Czy jest to próba wykupienia córki ze szponów śmierci? Czy ten rachunek sumienia, w którym bohater przedstawia racje serca – i opowiada o pokucie, którą wszak odbył – przypominać ma formę dialogu z Bogiem, zakorzenionego w żydowskiej tradycji? Jednego bądźmy pewni: To forma dialogu z nami, widzami. To my zostajemy zręcznie posadzeni przez reżysera za sędziowską ławą. A werdykt, który wydajemy – jest również opinią, redagowaną o nas samych.
Takie filmy właśnie lubię: Zmuszające do autoanalizy, ale w sposób przebiegły. Gdy orientujemy się, że opowiedziana historia łuska jakieś pierwiastki naszego id z mroków podświadomości, stawiając je w pełnym świetle na wprost superego – jest już za późno: Wciągnięci w nurt ekranowej historii brniemy dalej w opowieść, zaś wnikliwiej w głąb siebie. A poznając zakończenie, odkrywamy też jakąś nową stronę własnej natury…
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie czterdzieste trzecie)
Jeśli nic nie pokrzyżuje naszych planów, 9 czerwca wyświetlimy komedię, którą pierwotnie zapowiadaliśmy na kwiecień. To zabawna opowieść o człowieku, który przeszedł do historii jako wynalazca płatków śniadaniowych – ale którego aspiracje sięgały dalej; chciał być prawdziwym reformatorem sposobu myślenia o zdrowiu! Zarządzając modnym sanatorium, był wyznawcą trzech filarów witalności: diety, gimnastyki i… lewatyw. Propagował też wytrwale wstrzemięźliwość seksualną, a swoje poglądy wyrażał w dziełach o tematyce medycznej i religijnej. Dziś większość z nas uznałaby go zapewne za dziwaka, choć z przebłyskami geniuszu… W ludzkiej psychice drzemie irracjonalny pierwiastek, który sprawia, że właśnie takie jednostki inspirują nas, oczarowują, wzbudzają podziw. I pociągają za sobą tłumy… Podobnych figur doszukalibyśmy się w świecie nauki, kultury, a także – przyznajcie – polityki! Jeśli chcielibyście podyskutować o współczesnych czy dawnych apologetach, a także o tym, jak czas weryfikuje ich idee – zapraszam na spotkanie naszego klubu filmowego…
W pajęczynie faktów i imaginacji
Film, jaki obejrzymy 14 lipca, jest narracyjną fantazją, zainspirowaną przez biografię autentycznego noblisty. Dlaczego owa imaginacja spotkała się z tak wielkim uznaniem krytyki i ciepłym odbiorem publiczności? Reżyser zbudował starannie przemyślany majstersztyk, dowód najwyższej klasy reżyserskiego warsztatu. O jego jakości świadczy sama formuła filmu, która – pomimo logicznego ciągu wydarzeń – wiedzie nas na manowce. Gubimy się w odróżnieniu tego, co wydarzyło się w świecie realnym, a co jedynie w umyśle chorego na schizofrenię paranoidalną, genialnego matematyka. I ten zabieg sprawia, że bez ostrzeżenia zatapiamy się w zdezorientowanej, grząskiej rzeczywistości chorego psychicznie. Choć w części zaczynamy pojmować, jak bardzo zagubiony musi czuć się ten, kto nie mogąc polegać na osądzie własnego umysłu – aby poruszać się w świecie, łaknie przewodnika… Ślepiec, nie widząc kształtów ani kolorów, zmuszony jest posiłkować się wskazówkami osób w swym otoczeniu. Ale ten, kto widzi zbyt dużo (bo prócz realnych zjawisk także projekcje wyobraźni) paradoksalnie tkwi w podobnej sytuacji! Wczuć się w położenie niewidomego jest nam dość łatwo: Wystarczy opaska na oczach. Ale zrozumieć funkcjonowanie schizofrenika – to znacznie bardziej skomplikowane… Autor filmu podjął próbę podniesienia magicznej kurtyny, jaka oddziela świat zdrowych i chorujących na „morbus Bleuleri” *. Próbę w moim odczuciu całkiem udaną. I choć mógł na tym poprzestać, to udało mu się jeszcze wpleść do swej opowieści pochwałę cierpliwej miłości, oraz kilka mądrych zdań na temat tego, co w życiu jest naprawdę cenne…
* Paul Eugen Bleuler – szwajcarski psychiatra, znany jest przede wszystkim dzięki temu, że w 1911 roku opisał jako jednostkę chorobową schizofrenię – a pojęcie to zastąpiło w wielu przypadkach używane wcześniej określenie dementia praecox.
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie czterdzieste drugie)
Czy znacie, drodzy Państwo, twórczość brazylijskiego pisarza Paulo Coelho? To jedna z bardziej kontrowersyjnych postaci współczesnej literatury. Uwielbiana przez rzesze najczęściej młodych, egzaltowanych czytelniczek, ale mająca także zwolenników w kręgach inteligencji. Jego powieść "Alchemik" uznana została przez autorów Księgi Rekordów Guinnessa za najchętniej tłumaczoną na świecie powieść żyjącego autora (67 języków) i jest jedną z najchętniej kupowanych książek świata (sprzedano jej ponad 65 milionów egzemplarzy!). Imponujące, prawda? Z drugiej strony, Coelho szeroko krytykowany jest za tworzenie "literackiego tombaku". Podobnie bowiem jak ów stop miedzi z cynkiem oszukuje nasz wzrok udając złoto, dorobek Brazylijczyka zawiera sporą dozę banału, opakowaną w blichtr głębokich, życiowych prawd. Muszę Państwa uprzedzić, że sporo truizmów przeniknęło także do filmu, stanowiącego adaptację innej jego powieści, na który zapraszamy 12 maja.
W istocie, fabuła jest dość sztampowa: Oto 28-letnia bohaterka, posiadająca wiele niedocenionych przez nią atutów - dobrze płatną pracę, urodę i zdrowie, popada w depresję. Czy ustabilizowane, lecz samotne życie, jawi jej się na tyle mdłym, że niewartym kontynuacji? Tak zarysowany motyw samobójstwa nie przekonuje, ale niestety - więcej uzasadnień w filmie nie znajdziemy. Dobrze to, czy źle? Z jednej strony, mamy wrażenie spłycenia psychologii bohaterki aż do poziomu "papierowej wycinanki; z drugiej - wydyma to żagiel naszej wyobraźni, podbudowanej życiowym doświadczeniem. Powołując się na znane nam historie, możemy spróbować `widzieć między klatkami filmu", tak jak czytamy miedzy wierszami książki... Ale dziewczyna popełnia fuszerkę - targnięcie się na życie skutkuje dwutygodniową śpiączką. Do świadomości wraca w prywatnej klinice psychiatrycznej prowadzonej przez doktora stosującego niekonwencjonalne metody leczenia. Tu przechodzi metamorfozę; budzą się w niej emocje, ciekawość, głód życia. Katalizatorem tej przemiany zostaje inny pensjonariusz zakładu, który po spowodowaniu tragicznego wypadku samochodowego przestał mówić. Jakie zadziałały mechanizmy, które z trybów osobowości wybudziły się z letargu o wiele dłuższego niż wspomniane dwa tygodnie? Ponownie skazani jesteśmy na domysły. Ale raz jeszcze - brodzenie w hipotezach może okazać się rodzajem detektywistycznej przygody...
Poza umiarkowanie dozującą napięcie główną osią fabuły, są w filmie ukryte "smaczki", których odkrywanie dostarczyć może sporo frajdy. Bodaj najciekawszy z nich to wątek kierującego kliniką lekarza, który na pozór bezgranicznie poświęca się pracy, rezygnując z prywatnego życia. Czy jego działania podyktowane są szlachetnością, czy raczej nieodpartą potrzebą manipulacji? Jakie demony uwięził w sobie ten człowiek, sam siebie internując w azylu kliniki?
Reżyserka filmu jest absolwentką łódzkiej "filmówki". W jednym z wywiadów stwierdziła "W polskiej szkole filmowej fascynowała mnie umiejętność mówienia więcej za pomocą obrazów, niż słów". To piętno wyraźnie daje się zauważyć - wiele ujęć należy zakwalifikować do artystyczno-estetycznych, podobnie jak wykorzystanie muzyki. Znów pytanie: Wada to, czy zaleta? Sądzę, że warto sięgnąć samemu po odpowiedź.
Potrzeba, by "czynić coś dla zdrowia" wydaje się być jednym z dyktatów ludzkiego postępowania, który trudno jednoznacznie zawiesić na klasycznej piramidzie potrzeb Abrahama Maslowa (musiałby rozciągać się gdzieś pomiędzy potrzebą bezpieczeństwa, a samorealizacji). Niemniej, intuicyjnie wiemy, że imperatyw aktywnego działania w tym kierunku jest w nas głęboko zakorzeniony. Paradoks polega na tym, że im bardziej irracjonalne to działanie, tym atrakcyjniejsze i słuszniejsze na pozór... Cóż. Prościej poddać się magicznym wręcz obrządkom czy rytuałom, zwłaszcza popartym przez szacowny autorytet, niż wieść żywot zgodny z prostymi, nudnymi zasadami (niewyszukana dieta, umiar w używkach, ruch i spokój ducha...). Przekonuje nas o tym komedia, którą wyświetlimy 9 czerwca. Czyni to w sposób lekkostrawny, gwarantując niezłą porcję ekranowej rozrywki. Przekonacie się też, że nie pozbawiona jest przy tym walorów edukacyjnych. Jeśli chcecie sięgnąć początków historii, za sprawą której co rano zalewacie mlekiem miskę "Corn flakes", zapraszamy do DKF...
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie czterdzieste pierwsze)
GDZIE DRWA RĄBIĄ...
Największy kłopot ze zwolennikami tak zwanej "spiskowej teorii dziejów" polega na tym, że jakkolwiek niedorzeczne wydawałyby się ich pomysły, nie mamy odwagi ich wyśmiewać. Podświadomie bowiem paraliżuje nas obawa, by chichot nie uwiązł nam w gardle - gdy okaże się, że jednak mieli rację! W kolejnym filmowym pokazie napotkamy trop wiodący ku dość ponurym wnioskom, jeśli scenariusz uznamy za prawdopodobny. Ciekaw jestem, czy Wy, drodzy sympatycy naszego DKF, wierzycie bardziej w ciemną, czy też jasną stronę Mocy? (W roli wcielonego zła wystąpią 10 marca firmy farmaceutyczne!). Jeśli jednak nie lubicie gonitwy za sensacją, może przypadnie Wam do gustu oryginalny wątek melodramatyczny, lub choćby pejzaże Kenii. Tak czy siak, wierzę, że nie będziecie żałować chwil spędzonych przed ekranem...
14 kwietnia poczujecie się zapewne jak w epicentrum absurdu. Będziecie mogli poczuć przed ekranem groteskowość sytuacji, w jakiej znajdywali się pensjonariusze pewnego niegdysiejszego sanatorium... Miejsca, w którym królowały: wegetariańska dieta, lewatywy i gimnastyka. Zdrowiu podopiecznych miały tam służyć dość przerażające instrumenty fizykoterapii. Ta początkowo skromna placówka zamieniła się w ogromną instytucję, zatrudniającą sztab lekarzy, dietetyków, masażystów, kucharzy i personelu pomocniczego. Otworzono nieźle wyposażony oddział chirurgiczny. Ośrodek miał własną elektrownię, własne pola uprawne oraz zwierzęta gospodarskie. Wśród pacjentów znajdywali się różni prominenci, nie zabrakło nawet prezydentów USA! Dyrektorską godność przez wiele lat sprawował zaś osobliwy "ojciec" jednego z naszych nawyków żywieniowych... Reformator typowych amerykańskich śniadań. I zapewne niełatwo będzie Wam w to uwierzyć, ale zwierciadło, w którym reżyser sportretował ową historyczną rzeczywistość, nie jest bynajmniej zbyt krzywe...
"O tempora, o mores!" - chciałoby się zakrzyknąć. "Dziś by to nie przeszło..." Czy rzeczywiście? Oficjalna nauka daleko odeszła od modelu opartego na lansowaniu autorytetów, jako liderów postępu. Obecnie bardziej interesują nas wyniki dużych, randomizowanych prób klinicznych, niż osobiste poglądy najznamienitszych nawet nestorów medycyny. A nieformalnie? Tysiące osób gotowych jest "pójść w ogień" za poglądami Jana Kwaśniewskiego (tego od "diety optymalnej"), Stanisława Tołpy (którego torfowe lekarstwo na nowotwory nie zostało pozytywnie zweryfikowane), czy Johna Armstronga (orędownika urynoterapii). Istnieje sieć ośrodków zwanych Centrami Żywienia Optymalnego - "Arkadiami", które w istocie stanowią sanatoria bazujące na wykładni zdrowia doktora Kwaśniewskiego - notabene specjalisty balneoklimatologii. Nie wiem, do jakich wniosków dojdziecie Wy, koleżanki i koledzy - ja skłaniam się ku twierdzeniu, że "Czas się nie spieszy, to my nie nadążamy." (Lew Tołstoj)
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie czterdzieste)
TAJEMNICE UKRYTE W CISZY
Powszechne prawo do szczęścia wydaje się być tak samo oczywiste, jak fakt naturalnej niesprawiedliwości świata. Owa niesprawiedliwość przejawia się głównie tym, iż dla jednych droga ku szczęściu jawi się prosta i równa (ci zwykle mają skłonność niedowierzania temu, więc ciągną na manowce), innym zaś - usłana kamieniami. Logika i znajomość ludzkiej natury przekonują jednak, że każdą drogę lepiej pokonuje się w towarzystwie. Ot, jest choćby z kim pogadać... A jeśli to towarzystwo ukochanej czy ukochanego, częstokroć odkrywamy, jak niespodziewanie blisko widać cel - wystarczy wyciągnąć rękę...
10 lutego poznamy parę, dla której owo `pogadać` to nie betka. Nie tylko z tego powodu, że bohaterka filmu jest głuchoniema, a bohater nieporadny w języku migowym. Głównie dlatego, że ona nie radzi sobie z okazywaniem uczuć (choć nie ma problemu z wyrażaniem emocji), jego zaś w pewnym stopniu zaślepia egocentryzm...
Kalectwo i samotność - jednako mogą być straszne. Ale przynajmniej to drugie jest odwracalne. Wówczas pierwsze... traci na znaczeniu. Tak odbieram wydźwięk filmu, który ma Was wprowadzić w atmosferę Walentynek. A jakie będą Wasze spostrzeżenia?
Już w czasach II Rzeczpospolitej utrwalił się w naszej narodowej świadomości półoficjalny, nieco wstydliwy podział na Polskę `A` i `B` - ze względu na różnice w gospodarczym i społecznym poziomie rozwoju pomiędzy zachodnimi i wschodnimi województwami. I już od czasu Planu Piętnastoletniego kolejne rządy próbowały te różnice zacierać... Podobny problem, ale w nieporównywanie większej skali, dotyczy całego świata. I nie jest to lekcja historii! Szczycimy się równouprawnieniem, demokracją, kartami praw. Europa szlachetnie dzieliła się tymi cnotami wszędzie tam, gdzie docierali jej emisariusze. Ale te piękne hasła brzmią jak niesmaczny żart pod gorącym niebem Afryki. Nasze wyobrażenia na temat tego kontynentu, odmalowane w folderach biur podróży, mówią o słoniach, żyrafach i tańcach przy ognisku. Piękna, kolorowa tunika... Pod nią jątrzą się jednak rany masowych ludobójstw, głodu i epidemii. Oto prawdziwy `świat B`, czy nawet `C` - to przecież `trzeci świat`. Dotknięty - zdałoby się - każdą możliwą klątwą. Od którego cnotliwa Europa, czy rycerskie Stany Zjednoczone najczęściej odwracają się plecami. Chyba, że chodzi o wyzysk gospodarczy... Owszem; tysiącom ludzi dobrej woli tkwi to cierniem w sumieniu. Najczęściej społecznikom, niosącym szlachetne idee, własne poświęcenie i... niewielkie możliwości. Przeraża fakt istnienia ogromnych grup interesu, jak choćby przemysłu zbrojeniowego, którym taki porządek rzeczy odpowiada. Które skłonne są aktywnie działać na rzecz jego utrzymania! Powieść, na podstawie której zrealizowano kolejny film w naszym repertuarze, o podobną nikczemność oskarża również firmy farmaceutyczne. To poważny zarzut. W dodatku fikcję wystylizowano na paradokument. Ale czy wszystko jest fikcją? Na pewno nie dane statystyczne, które mówią, że blisko 2 miliardy ludzi na świecie zarażonych jest prątkiem tuberkulozy. Prawdą jest groźba wybuchu pandemii gruźlicy skrajnie opornej na leczenie (XDR-TB), `bomby z opóźnionym zapłonem`. I to, iż w biznesowym ujęciu chorzy to ogromny rynek zbytu. Doświadczenia uczą nas, że w chciwym, korporacyjnym uniwersum ludzkie życie ma swoją cenę, szczególnie niską w krajach rozwijających się. To skłania do myślenia, niezależnie od naszej podatności na spiskowe teorie.
Oczywiście, przesłanie filmu daleko wykracza poza formułę tropienia kryminalnej sensacji. To obraz niewątpliwe społecznie zaangażowany. Ale też po trosze melodramat, a nawet - kino drogi... Obserwujemy bowiem przemianę wewnętrzna głównego bohatera; zarazem uwrażliwionego, jak i zahartowanego przez wydarzenia po śmierci żony, zaciskające się wokół niego niczym pętla. Ekranizacja książki zadowoliła jej autora, a ja wierzę, ze zadowoli i Was, wybredni wyjadacze sztuki filmowej - 10 marca. (Tak na marginesie: Kto wie, że 24 marca obchodzimy Światowy Dzień Walki z Gruźlicą ?).
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie trzydzieste dziewiąte)
NIEWIDZIALNE BARIERY
Przypominamy!
Wiele jeszcze tajemnic kryje ludzki organizm! O tym fakcie co pewien czas przypomina nam jakiś fenomen medycyny. Terapia, która powinna być skuteczną zawodzi, a to, co uznaliśmy za bezwartościowe, przynosi efekty... Chory, któremu nikt nie dawał szans, zdrowieje. Ten, który powinien wyzdrowieć - umiera. Przypatrujemy się wówczas tym zdarzeniom zaskoczeni, a rzetelność nakazuje dociekać ich znaczenia. Źle jednak, gdy pochłonięci zagadką biologii nie pamiętamy o prawach dawno już odkrytych: O tym, że pacjent skłonny jest wybaczyć brak wiedzy, ale braku troski - już nie. Że przyznając się do błędu nadwyrężamy nieco nasz autorytet profesjonalisty, ale zyskujemy w zamian szacunek. A przecież my, lekarze, mamy być humanistami. W całym, złożonym spektrum tego słowa... Wbrew pozorom, to nie jest łatwe zadanie. Z pomocą przychodzi szeroko pojęta kultura; więc i nasza, drodzy kinomaniacy, pasja - sztuka filmowa! 13 stycznia sięgniemy po dramat, w którym oparta na rzeczywistych wydarzeniach historia chłopca chorującego na padaczkę, skłania do pochylenia głowy w zadumie. A może i do rewizji sumienia... Ciekawe, czy i Wam film ten będzie kojarzył się z baśnią o nagim cesarzu?
Boży handicap
Łatwo zaakceptowaliśmy na rodzimym gruncie Walentynki. I choćby prawdą było, że wypromowano to święto z powodu stagnacji handlowej pomiędzy Gwiazdką a Wielkanocą, zadomowiło się ono wśród ciepłych skojarzeń... Na 10 lutego przygotowaliśmy więc historię o miłości; znakomitą adaptację broadwayowskiej sztuki.
"Syty głodnego nie zrozumie", mówi stare przysłowie. Ale poszerzmy nieco ten punkt widzenia: Czy zdrowy pojmie chorego? Słyszący - głuchoniemego? Ba; czy kobieta przeniknie męski sposób myślenia, a mężczyzna rozszyfruje kobietę? Nasz świat bardziej jest macierzą odmienności, niż podobieństw. Rzecz ciekawa: w naturze wszelka aktywność podporządkowana jest imperatywowi wyrównywania... Znanemu jako prawo wzrostu entropii. Różnica potencjałów warunkuje przepływ prądu elektrycznego, różnica stężeń - zjawisko osmozy. Przykłady można mnożyć. Podobnie relacje między ludźmi oparte są w znacznej mierze na mozolnych próbach poszukiwania tych płaszczyzn porozumienia, które wznoszą się niczym mosty nad rzekami. To, co wspólne, okazuje się cenniejsze od tego, co dzieli. Zbliżanie się do siebie wzajemnie przypomina oddzielanie ziarna od plew%u2026.
Gdy obserwujemy bohaterów filmu - głuchoniemą, zamkniętą w sobie dziewczynę i jej idealistycznego nauczyciela, myślimy wpierw: "Z tej mąki chleba nie będzie". Ale nasza znajomość schematów melodramatycznych historii nie pozwala w to wierzyć... Rzeczywiście; burzliwy związek zmierza do łatwego do przewidzenia finału. Ale nawet uzbrojeni w przeświadczenie, że szczere uczucie pokona wszelkie przeszkody, przekonujemy się po raz kolejny, jak bardzo bywa to wyczerpujące. Nasi bohaterowie rozdzieleni są barierą ciszy; to jednak tylko pierwsza, najbardziej oczywista trudność. Za nią wyrastają kolejne, stanowiące jej echo - tak, echo bezgłosu. Uzmysławiamy sobie, jak wielkie spustoszenie w psychice uczynić może poczucie wyobcowania. Jak trudno pogodzić się z niesprawiedliwością fatum, które mimo wrodzonych uzdolnień ustawia a priori na bocznicy życia. Upośledzenie budzi skojarzenia z etykietą "towar wybrakowany", a to doskwiera częstokroć bardziej, niż fizyczna ułomność.
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie trzydzieste ósme)
SŁABOŚĆ I SIŁA LUDZKIEJ NATURY
Przypominamy!
Czy obłęd jest zaraźliwy? Psychiatrzy roześmieliby się w głos. Nie, choroby psychiczne nie są zakaźne! Jak zatem wytłumaczyć fakt, że szaleniec pociągnął za sobą tłumy ślepo mu posłusznych żołdaków? Że jego obłąkanie stało się źródłem hektolitrów przelanej krwi - i nikt nie zdołał w porę go powstrzymać? Co sprawiło, że osobisty lekarz tyrana nie zdiagnozował w porę przerażającej paranoi? Może osobliwy urok zła, które koresponduje z ciemnymi stronami naszej mentalności%u2026 Takie pytania stawia film który pokażemy 10 grudnia. Obraz, który wyczulić nas może na wczesne symptomy dysfunkcji naszego etosu. `Niech prawa ręka nie wie, co czyni lewa`, naucza Biblia. Ale to zdanie zanurzone jest w osnowie miłosierdzia... W każdym innym kontekście winniśmy się nieustannie kontrolować. Dla jednych narzędziem samokontroli niech będzie religia, dla innych siła autorytetów czy prawo moralne. Ważne, by na zakrętach nie wpaść w poślizg...
Gorzka pigułka
Pamiętacie jeszcze film, który oglądaliśmy w maju? Nie wiem, jakie były Wasze wrażenia, ale ja, po obejrzeniu tej produkcji, odczułem pewien dyskomfort. Balonik dumy, wynikającej z przynależności do elitarnej grupy spadkobierców spuścizny Hipokratesa, został nakłuty...tym razem proponujemy Wam obraz, którego ostrze oskarżeń wobec współczesnej medycyny jest jeszcze bardziej przeszywające.
Kiedy próbujemy pomóc naszym pacjentom, ufni w potęgę wiedzy i przekonani o nieomylności, odczuwamy nieraz irytację: Dlaczego w zamian za nasze wysiłki nie otrzymujemy wdzięczności? Dlaczego spotykamy się z oskarżeniami o arogancję, bezduszność, złe intencje? Kiedy słyszymy od chorego: `Doktorze, tylko nie do szpitala` gotowi jesteśmy posądzać go o zabobonny, obskurantyzm, kołtuństwo.
Moim zdaniem - grzeszymy. Pycha to według Katechizmu Kościoła katolickiego pierwszy z grzechów głównych. Niestety, wśród nas, lekarzy, to chyba faktycznie ułomność najczęstsza. Owszem, częstokroć - usprawiedliwiona. Tysiące przykładów z codziennej praktyki przekonuje nas, że mieliśmy rację, ufając chemii, fizyce, uczonym. Że opierając się podszeptom ignorantów, forsując racjonalny punkt widzenia, podążaliśmy słuszna drogą, ratując życie i zdrowie. Kiedy cel jest szlachetny, a wytyczona droga zdaje się najlepszą z możliwych, przemy do przodu ze sztandarem prawdy, stanowczość poczytując sobie za honor.
Niestety, niebezpiecznie to bliskie opinii, że cel uświęca środki. Stajemy się bohaterami makabrycznej anegdoty o chirurgu, któremu `operacja się udała, tyle, że pacjent zmarł`.
W filmie, który obejrzymy 13 stycznia, poznajemy chłopca chorego na ciężką postać padaczki. Kolejne próby farmakoterapii nie przynoszą efektu, stając się jednocześnie źródłem wielu działań niepożądanych. Opieka szpitalna kosztuje, rodzice chłopca popadają w tarapaty finansowe, stają na krawędzi załamania. Matka chłopca postanawia działać na własną rękę. Przesiaduje w bibliotekach i natrafia na doniesienia o metodzie terapii, przemilczanej przez opiekujących się dotąd jej synkiem lekarzy. Przemilczanej, bo `wyciągniętej z kapelusza`. Albo (co według niektórych na jedno wychodzi) - z obserwacji. Bez otoczki naukowej teorii, badań laboratoryjnych, szerokich prób klinicznych. A jednak skutecznej!
Gwoli sprawiedliwości napisać trzeba, że ta metoda `z nieprawego łoża`, bękart medycyny, w XXI wieku jest coraz częściej doceniana. Wytrzymuje podwójnie ślepe próby i zdumiewa profesorów. Przede wszystkim jednak - niesie nadzieję i radość wielu chorym...
I choć zgrzeszył też reżyser filmu, próbując grać na emocjach i tworząc sztampowy wyciskacz łez - zdobądźmy się na przebaczenie. Historia, którą opowiedział, oparta jest na faktach. Szczególnie mu przy tym bliska; jego syn także cierpiał z powodu padaczki. Choć nie zdołał zachować chłodnego dystansu, to przecież pobudki, dla których film zrealizował, są szlachetne.
Życzę sobie i Wam, kochani - także przy okazji nadchodzących świąt - by strach przed skutkami ubocznymi leków nie paraliżował naszego działania. Ale z drugiej strony, byśmy pamiętali o zasadzie, na której opiera się nasza misja: Primum non nocere.
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie trzydzieste siódme)
PRAWDZIWE KŁAMSTWA
Przypominamy!
Drodzy kino-dyskutanci! Jeśli sądzicie, że w sztuce polemiki jesteście wyjadaczami, poznajcie bohatera filmu, który pokażemy 11 listopada. Oto godny przeciwnik... Mistrz dowodzenia, że czarne jest białe. Ten lobbysta przemysłu tytoniowego nie powinien wzbudzać sympatii, a jednak z dużą dozą życzliwości śledzimy jego zmagania z zadaniem niemożliwym. Jak ratować ojcowski autorytet, zarazem broniąc syna przed zgubnym nałogiem? Nie przekreślając przy tym kilku lat orędowania oszustwom? Oto karkołomna misja... Czy da się ją ukończyć z godnością? Przekonajmy się, badając mechanizmy manipulacji.
Wszystko jest względne - ta teza, zdałoby się słuszna, wyrządziła wiele szkód indywidualnym osobom, jak i całym społeczeństwom. Jeszcze dobitniej ukaże nam tę prawdę następna propozycja z naszego kinowego repertuaru...
Marionetki zbrodniarza
10 grudnia, nazajutrz po naszym kolejnym spotkaniu, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka. Czy o tej dacie trzeba pamiętać? Niekoniecznie... Ale o tym, że cywilizacja wyniosła nas ponad zasady bezlitosnej walki o byt, że dumne miano homo sapiens do czegoś obliguje - warto. A nawet więcej - to nasz obowiązek. Ale historia pełna jest krwi przelanej przez satrapów, którzy drwią z tej powinności. Bestialskich tyranów, których inteligencję, nie wspartą szkieletem moralności, można tylko przeklinać. Jeśli wydaje się Wam, moi drodzy, że czasy Kaliguli, Tamerlana, Hitlera i Stalina odeszły już w cień dziejów, przyjdźcie, w drugą środę grudnia, do Domu Lekarza!
Zobaczycie filmową sylwetkę boksera i żołnierza, który uwiódł swą osobowością nie tylko lokalne społeczeństwo, ale nawet europejskich polityków. Jak to możliwe, że nim świat zrozumiał, kim naprawdę jest ten szaleniec, jego reżim zamordował setki tysięcy ofiar? Jak pozornie nieszkodliwy, acz charyzmatyczny błazen przemienił się w potwora? Do czego doprowadzić może pomieszanie władzy i obłędu?
Wydarzenia ukazane w filmie śledzimy z punktu widzenia fikcyjnego bohatera, osobistego lekarza tyrana. Ta postać jest wymyślona, ale wielu naszych kolegów po fachu pracuje w różnych zakątkach świata. Z racji swego zawodu widzą niejednokrotnie to, co dla innych pozostaje ukryte. Jeśli (być może w związku z nadchodzącymi Świętami) odezwą się do Was - uważnie słuchajcie ich opowieści. Bowiem `są rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się filozofom`. I czasem lepiej, by do krainy złych snów odeszły... Ale by tak się stało, trzeba na czas wszcząć alarm.
Przyznaję - film jest drastyczny. Musicie się przygotować na sporą dawkę grozy i oszołomienia. Jeśli uznacie, że nazbyt kontrastuje z bombkami, choinkami i piernikami - powiedzcie o tym śmiało po projekcji. To pewnie nie będzie jedyny temat do dyskusji...
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie trzydzieste czwarte)
POCZUĆ ZAPACH ŻYCIA, KOSZTUJĄC SMAKU ŚMIERCI
Sympatycy naszego Klubu Filmowego z pewnością zauważyli, że wybór repertuaru często zainspirowany jest obchodami jakiegoś "światowego dnia" - proklamowanego bądź przez ONZ, bądź inną organizację o międzynarodowym zasięgu działania. Intencja nasza jest zbieżna z intencją animującą w tych działaniach owe instytucje: chcemy zwrócić uwagę na szczególną grupę ludzi, bądź ważki problem. Zwykle dotyczy to spraw ignorowanych na co dzień. Nie dlatego, że są epizodyczne i marginalne. Raczej z tego względu, że otaczają nas powszechnie, ale skłaniają do refleksji: "Mnie to nie dotyczy". Owszem, wygodnie jest pomijać milczeniem pewne tematy, czy też odwracać głowę od kłopotliwych scen. Ale przecież trudne problemy i kontrowersje to woda na nasz młyn, koleżanki i koledzy z DKF! Lubimy stawać z nimi "oko w oko", czy też "oko w ekran" - zakładając, że w ten sposób ćwiczymy naszą wrażliwość, empatię, doskonalimy się w rozumieniu świata.
Dlatego we wrześniu obejrzymy film "Głową w mur", wyreżyserowany przez Fatiha Akina w koprodukcji niemiecko-tureckiej. Nawiążemy w ten sposób do obchodzonego 10 września (a więc nazajutrz po naszym spotkaniu!) Światowego Dnia Przeciwdziałania Samobójstwom.
Liczba targnięć na własne życie ciągle wykazuje tendencję wzrostową. Szacuje się, że takich zamachów dokonuje rocznie 20-50 milionów desperatów. Prawdopodobnie wielu z Was spotkało się z podobnym przypadkiem, czy to w trakcie wykonywania swej pracy, czy też wśród bliskich bądź znajomych. Na co mogą liczyć niedoszli samobójcy? Na ratowanie ciała przed zgonem - owszem, jeśli nie jest za późno i znajdzie się ktoś w pobliżu nim minie krytyczna chwila...
A co z ratowaniem ducha, czy też woli życia; szczególnego paliwa, które sprawia, że codzienna aktywność nie jest tylko inercją? Nie trzeba umierać, żeby przestać żyć - słyszy bohater filmu. To zdumiewająca prawda. A jeśli tak, to pomoc musi nadejść o wiele, wiele wcześniej... I trwać dłużej, niż pobyt na Oddziale Intensywnej Terapii. Tymczasem tak zwana profilaktyka postsuicydalna w Polsce dopiero raczkuje...
Jaka jest najczęstsza, obiegowa opinia na temat samobójców? Są określani jako słabi, nieprzystosowani ludzie, którzy w pozornie najprostszy sposób rozwiązują swoje problemy... Okazuje się, że radykalny krok, na który się zdobyli, niczego w ich życiu nie zmienia. Brak zrozumienia i życzliwości, który często jest głównym powodem tragicznej decyzji, pozostaje. Ocean nieporozumień reaguje cichym "plusk". Ale na tsunami nie ma szans...
Samobójstwo zawsze jest biciem "głową w mur". Nieważne, czy dosłownie - jak w przypadku postaci Cahita Tomruka, czy w przenośni. Sytuacja, z której w ocenie udręczonych przez los nie ma wyjścia, jest jak niematerialna klatka, nie różniąca się wiele od rzeczywistej niewoli. Nieważne, czy jest to niewola wspomnień, alkoholu i narkotyków (jak u Cahita), pruderii i konwenansów (jak u Sibel) czy jakakolwiek inna. Historia, opowiedziana w filmie, mówi o wtargnięciu do owej klatki: Ściana może być zburzona tylko od wewnątrz. Ale wdzierając się nawzajem na terytoria swych nieszczęść bohaterowie nie postrzegają się jak wybawcy. Raczej intruzi. To punkt wyjścia niezwykłej historii miłosnej, dalekiej od ckliwości. Zarazem lirycznej na swój sposób, choć struny liry nie wytrzymałby napięcia miedzy aktorami tego dramatu. Wy, drodzy kinomaniacy, wytrzymacie. A im bardziej rozedrgani opuścicie salę projekcyjną, tym lepiej. Może ta historia wytworzy jakiś rezonans między wami, a kimś w pobliżu. A znane są przykłady zawalania się murów pod wpływem rezonansu...
Wojciech Bednarski
P. S. Wszelkie pytania dotyczące Dyskusyjnego Klubu Filmowego proszę kierować na adres: ciech@mp.pl
Stałym miejscem spotkań pozostaje Dom Lekarza, a stałą godziną - 19.00
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie trzydzieste trzecie)
Dreszcze
11 czerwca Światowa Organizacja Zdrowia oficjalnie ogłosiła, że grypa A/H1N1 weszła w fazę pandemii. Sprawdziły się czarne scenariusze. Wszystko wskazuje jednak na to, że nie te najgorsze z najgorszych. Wirus ma mniejszą zjadliwość, niż się spodziewano, a śmierć zebrała mniejsze żniwo, niż zakładano. Opatrzność podarowała nam kolejną szansę na lepsze przygotowanie do kolejnego ataku wirusa... Ta wojna bowiem trwa. Nawet, jeśli wygramy wiele potyczek, całkowite zwycięstwo nad zagrożeniami biologicznymi to mrzonka. Niestety, ułudą jest także sądzić, iż wszyscy jednoczymy się w walce ze śmiertelnymi mikrobami. Zawsze znajdą się tacy, którzy zapragną wykorzystać patogeny niczym najemników we własnej kampanii...
Definiując thriller jako rodzaj utworu sensacyjnego, wyjaśnia się, że w odróżnieniu od horroru, zagrożenie jest w nim realne, ukorzenione zwykle w psychice bohaterów. "Epidemia" Armanda Mastroianniego podejmuje taki temat, ale daje też pole do rozwinięcia go - do czego namawiam po spotkaniu 8 lipca.
Pancuronium - pandemonium
Na początku 2002 roku usta wielu Polaków powtarzały (z różną intonacją) jedno słowo: "Pavulon". Publikacja reportażu Tomasza Patora i Marcina Stelmasiaka, wywołała powszechną - jeśli nie histerię, to z pewnością zgrozę. Dziennikarze twierdzili na łamach "Gazety Wyborczej", że w łódzkim pogotowiu handluje się informacjami o zgonach pacjentów. Kupować je miały zakłady pogrzebowe. Największy szok spowodowany był informacją o prawdopodobnym, celowym uśmiercaniu, w celu sprzedania zwłok, czyli skóry`.
Nie wiem, koleżanki i koledzy, czy włos jeżył Wam się na głowie. Ale przyznam, że mnie, po początkowym oburzeniu, irytacji z powodu `nagonki` na nasze środowisko i pomstowaniu na żądne sensacji media, naszła chłodna refleksja: tak, to możliwe. A gdy została już wyrażona, jej temperatura obniżyła się do lodowatej. To wszystko, co działo się później - prokuratorskie śledztwo (które wciąż trwa), postawienie zarzutów, wreszcie pierwsze wyroki sądowe - było logiczną konsekwencją. Dla jednych - szukaniem sprawiedliwości, dla innych rodzajem katharsis. Pewnie znajdą się tacy, którzy powiedzą: to farsa, a zarazem wierzchołek góry lodowej. Logiczną konsekwencją był też film "Łowcy skór", który zrealizował Rafał M. Lipka. Tak bulwersujący temat wręcz "prosił się" o zekranizowanie, nawet, jeśli w momencie jego tworzenia niewiele było jeszcze pewników. (Złośliwi mogliby dodać, że jedynym pewnikiem był zysk z dystrybucj...).
Oczywiście, dochodzenie prawdy ma znaczenie. Szczególnego wymiaru nabiera ono właśnie teraz, kiedy Tomasz S. podejrzany o udział w aferze, kupił nieruchomość, zarejestrował firmę i chce prowadzić dom seniora... Ale pomijając nazwiska, ilość miesięcy więzienia, czy wysokości odszkodowań, znaczenie ma lekcja, którą odebraliśmy w wymiarze uniwersalnym. Uświadomienie po raz kolejny, tym razem wyjątkowo brutalne (ale właśnie szokowej terapii czasem trzeba): Jesteśmy ludźmi. Wykonywanie zawodu lekarza daje nam szczególną pozycję; osobliwy wieniec oplata nasze czoła. Ale to nie laur boskości. Bywamy słabi, egoistyczni, szaleni. Demony ów laur widzą - i traktują jako podnietę. Nie ma znaczenia, czy nazwiemy je diabłami, czy pokusami; skłonnościami dziedzicznymi, czy złym wychowaniem. Istotne jest to, że czasem im ulegamy...
Zdarzało się Wam pewnie, koleżanki i koledzy, przestrzegać pacjentów: Dbajcie o kręgosłup, nie obciążajcie go zbytnio, ćwiczcie mięśnie grzbietu. A kręgosłup moralny? Obawiam się, że też może ulec osteoporozie. Nie łudźmy się, że nas to nie dotyczy. Lepiej od czasu do czasu poćwiczmy nasze zmysły w odróżnianiu dobra od zła; zastanówmy się, czy słodki zapach nie skrywa woni zgnilizny, a fanfary sukcesu nie zagłuszają niewygodnych wątpliwości. Zresztą - podobno nie ma złych pytań; zadajmy ich kilka 12 sierpnia...
Wojciech Bednarski
P. S. Wszelkie pytania dotyczące Dyskusyjnego Klubu Filmowego proszę kierować na adres: ciech@mp.pl
Stałym miejscem spotkań pozostaje Dom Lekarza, a stałą godziną - 19.00
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie trzydzieste drugie)
"Najciemniej jest pod latarnią", głosi stare przysłowie. Na domiar złego, komu chciałoby się szukać cudzych problemów? Nawet, jeśli są to kłopoty maluczkich, którzy niewielki jedynie ciężar dają radę udźwignąć... Pozornie. Chrząszcz Xylotrupes gideon potrafi unosić przedmioty ważące 850 razy tyle, co masa jego ciała. Imponujące? Owszem. Ale niejeden z takich chrząszczy został przypadkiem zdeptany...
Nie, moi drodzy; nie będziemy emitować przyrodniczego reportażu o rohatyńcach.
Zapraszam na filmowy hołd, oddany dzieciom przez siedmiu wybitnych reżyserów, elitę świata kina. Wymieńmy choćby Emira Kusturicę, Ridleya Scotta, czy Spikea Lee. Dzieło, zatytułowane "Wszystkie niewidzialne dzieci" ukazuje bohaterów codziennej batalii o uratowanie godności, marzeń, a czasem po prostu o przetrwanie - w świecie, który odwraca się do nich plecami... Małych wojowników, w pewnym sensie owym chrząszczom podobnych. Hołd ten jest zarazem wołaniem: Stańcie! Skłońcie głowy! Pochylcie się nad losem tych, którzy odziedziczą po nas świat... Nie uspokajajcie sumień segregacją śmieci (ekologia - jakież to modne...), czy podpisywaniem petycji o powszechne rozbrojenie.
Często potrzeba czegoś trudniejszego: Uwagi. Troski. Opieki. Cierpliwości i miłości. "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie", pisał Jan Zamoyski. Czy ten cytat, zderzony z filmową parafrazą rzeczywistości, wzbudzi wasz niepokój? Przekonajcie się 10 czerwca!
Tradycją staje się, że na czas miesięcy wakacyjnych Klub Filmowy proponuje wyprawy poza główny nurt naszych poszukiwań...
W lipcu i sierpniu odpoczywamy od dramatów i dokumentów, smakując innych gatunków kinematografii. W pierwszym roku działalności były to komedie, w drugim - kino muzyczne, ale zakotwiczone w symbolizmie. Teraz pora na... dreszczowce. Oczywiście, naturalnym wyborem będą thrillery medyczne ...
Wydarzenia, elektryzujące nas wszystkich w ostatnim okresie, wręcz narzucają temat. Oto bowiem niepewny jest wciąż postęp "świńskiej grypy". To temat wielu żartów, ale śmiech często stanowi próbę oswojenia lęku...
Czy mamy się czego bać? Pandemia grypy w latach 1918-1919, zwana " hiszpanką" uśmierciła - według różnych szacunków - od 50 do 100 milionów ofiar. W jej przebiegu zachorowało około 500 milionów ludzi, co stanowiło jedną trzecią ówczesnej populacji świata!
W prognozach futurologów, dotyczących prawdopodobnych scenariuszy zagłady cywilizacji, pandemie są wciąż aktualną hipotezą. Stawia się je w jednym szeregu z wojną nuklearną, gwałtowną zmianą klimatu czy zderzeniem kuli ziemskiej z asteroidą.
Prawda bowiem brzmi zatrważająco - mimo tego, że niebawem upłynie sto lat od słynnej "hiszpanki", medycyna wciąż pozostaje bezbronna wobec wielu wirusów!
Zapełniono naprawdę sporo rolek celuloidu tematem biologicznych zagrożeń .
8 lipca sięgniemy po ekranizację powieści mistrza gatunku - Robina Cooka. "Epidemia" Armanda Mastroianniego nie jest z pewnością filmem wybitnym. Posiada jednak wystarczającą dawkę suspensu, byście się, drodzy kinomaniacy, nie nudzili przed ekranem...
A i tematów do dyskusji, jak sądzę, nie braknie. Zapraszamy nie tylko zwolenników spiskowych teorii!
Wojciech Bednarski
P.S. Wszelkie zapytania i uwagi dotyczące Dyskusyjnego Klubu Filmowego proszę kierować na adres: ciech@mp.pl Aktualna zapowiedź repertuaru zawsze dostępna na stronie internetowej Izby Lekarskiej: www.izba-lekarska.org.pl Stałym miejscem spotkań pozostaje Dom Lekarza, a stałą godziną - dziewiętnasta.
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie trzydzieste pierwsze)
KOREPETYCJE Z... DOROSŁOŚCI
Lekcja pierwsza: Współodpowiedzialność
Świat wydaje się nam często niesprawiedliwy i pewnie taki jest, przynajmniej w swej doczesnej istocie. Zauważmy, że gdy owa niesprawiedliwość godzi w innych, bardzo łatwo - chyba zbyt łatwo - wzruszamy ramionami. Ale gdy to my jesteśmy pokrzywdzeni, oczekujemy współczucia i pomocy.
Rodzice Lorenza Odone (zmarłego w ubiegłym roku), zapewne określiliby los mianem nie tylko niegodziwego, lecz wprost okrutnego: ich potomka dotknęła nieuleczalna choroba.
Na nieszczęście także rzadka - a w związku z tym nie będąca w centrum zainteresowania medycznych instytutów, czy klinik... Mogli załamać ręce, złorzecząc Bogu i ludziom. Ale większa od bólu była ich miłość do syna i współczucie dla innych, zmagających się z adrenoleukodystrofią. Pokonując rozpacz, znaleźli siłę do działania... Nie dysponowali odpowiednim wykształceniem, zderzali z brakiem zrozumienia i poparcia. Pomimo tych przeszkód, dzięki wytrwałości i tlącej się nadziei, przetarli szlaki dla nowych kierunków terapii.
Ta historia brzmi niewiarygodnie, lecz wydarzyła się naprawdę. Ukazano ją w filmie `Olej Lorenza`, który wyświetlimy 13 maja. Serdecznie zachęcam do poznania tej niezwykłej opowieści...
Lekcja druga: Czujność
1 czerwca - Międzynarodowy Dzień Dziecka... Czy zastanawialiście się, drodzy państwo, w jakim celu został ustanowiony? Odpowiedź wydaje się oczywista: aby zwrócić uwagę społeczeństwa na problemy najmłodszych jego członków. Czy to rzeczywiście potrzebne? Czy irytujące, a zarazem kochane; sprawiające kłopoty, ale i przynoszące radość, hałaśliwe szkraby - nie zwracają na siebie uwagi w stopniu co najmniej dostatecznym? Chwila refleksji... Otóż nie! Przeciwnie!
Naturalny, zdałoby się, instynkt opieki nad dziećmi nie jest dobrem powszechnym. W skali globalnej - mamy do czynienia raczej z jego deficytem... I nie jest to niedostatek lokalny, ograniczony do pewnych kręgów kulturowyc







