Informujemy, że na naszej stronie internetowej www.izba-lekarska.org.pl wykorzystujemy pliki cookies. Modyfikowanie, blokowanie i usuwanie plików cookies możliwe jest przy użyciu przeglądarki internetowej.  Więcej informacji na temat plików cookies można znaleźć w INFORMACJI DOTYCZĄCEJ PLIKÓW COOKIES.
x
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
I RODZINNY FESTYN SPORTOWY (15.06.2019 r.)
AAA

LIST OTWARTY DO MINISTRA ZDROWIA

data: środa, 13 marzec 2019

Publikujemy list otwarty do Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego w sprawie Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu napisany przez prof. zw. dr hab. n. med. Jana Grzesika.

 

List otwarty do Pana Ministra Zdrowia

w sprawie

Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu

 

Szanowny Panie Ministrze!

Od kilku miesięcy ukazują się artykuły prasowe na temat Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu: o jego złej kondycji finansowej, trudnym losie pracowników, niedostatecznej działalności naukowo-badawczej. 

Są one kończone informacją, że pan wiceminister Sławomir Gadomski- nadzorujący Instytut, uważa to za wystarczający powód jego likwidacji, którą w trybie pilnym przygotowuje. 

Pozostać ma w Polsce jeden instytut, w Łodzi. Tymczasem Finlandia, mająca tylko 5 ½ mil. mieszkańców, z których 3 ½ mil. to pracujący – ma 5 instytutów medycyny pracy, z których 2 są wysoko cenione w Europie. 

Jeśli Instytut zostanie zlikwidowany, będzie to ogromnym błędem władzy, dowodzącym zlekceważenia społeczno-politycznych konsekwencji tego faktu.

 Ujawniony zostanie  niedopuszczalny brak  wiedzy decydenta o tym, czym medycyna pracy jest, dla kogo istnieje, jakie są jej cele, jakie  zadania naukowo-badawcze ma do wykonania i  dlaczego we wszystkich ucywilizowanych krajach jest rozwijana, lekarze tej specjalności zajmują na skali   prestiżu zawodowego coraz wyższą pozycję,  a przede wszystkim – dlaczego służba medycyny pracy,  działająca w tym regionie, bez możliwości kontaktu z Instytutem i korzystania z jego wyników działalności, swoich zadań skutecznie wykonać nie może. 

Taki błąd wskaże też na brak kwalifikacji osoby odpowiedzialnej za likwidację Instytutu. Nie sprawdziła bowiem, czy w tym regionie nie istnieją istotne problemy w systemie ochrony zdrowia pracowników i tutejszego społeczeństwa, których opanowanie wymaga przeprowadzenia najpierw odpowiednich badań. Ponieważ takie problemy tu od lat istnieją, ten Instytut naukowy jest nieodzowny, a jego likwidacja zostanie uznana za dowód arogancji niemądrej władzy.

W Śląsko-Dąbrowskim regionie, praca odbywa się nadal z ogromnym ryzykiem utraty życia, doznania inwalidztwa, znacznego pogorszenia zdrowia, oraz skrócenia czasu życia. 

Ten region cechuje się też stanowiskami pracy w nowych zawodach, oraz zmienionych środowiskach i systemach organizacyjnych - dotąd nie zbadanych pod względem ich wpływu na zdrowie zatrudnionych. 

W tym regionie konieczna jest poprawa skuteczności profilaktycznej ochrony zdrowia pracowników, ale ta jest nierealna bez zaplecza naukowego, prowadzącego swoją działalność skupioną na tutejszych problemach, których pozostawienie bez próby opanowania jest pod względem ludzkim i społecznym cyniczne, a państwowym niemądre. 

Takie zadania Instytut od swego powstania 70 lat temu do 2006 roku skutecznie wykonywał. Wyłącznie on zajmował się problemami tego regionu i nabył pełne rozeznanie specyfiki zagrożeń zdrowia tu zatrudnionych osób. Jego wyniki badań miały podstawowe znaczenie dla przywrócenia poszkodowanym pracownikom ich zdrowia i zdolności do pracy. 

Swoje wyniki przedstawiał na krajowych i międzynarodowych kongresach, na cyklicznych konferencjach Górniczej Sekcji Solidarności oraz na konferencjach Wyższego  Urzędu Górniczego. 

Przez wiele lat Instytut, jako pierwszy i jedyny, zajmował się w skali krajowej problemami zagrożenia zdrowia społeczeństwa przez zanieczyszczone środowisko komunalne. 

Był w Polsce pierwszą jednostką naukową, uznaną i współfinansowaną przez Światową Organizację Zdrowia - organ ONZ, jako centrum naukowej kompetencji, miejsce szkolenia i międzynarodowej współpracy w tym zakresie.

W tym regionie poziom skażeń środowiska dziesiątki razy przekraczał dopuszczalne wartości norm higienicznych, tu dzieci były narażona na przewlekłe zatrucia ołowiem i nadal w sąsiedztwie osiedli mieszkaniowych tykają bomby ekologiczne. 

Zdrowie ludności Śląska i Zagłębia nie od kwartałów, a od dekad jest uszkadzane przez smog, który się tu zdarza najczęściej, trwa przez za długi czas w roku, ze stężeniami budzącymi zgrozę. Poznanie jego wielorakich skutków zdrowotnych wymaga rzetelnych badań naukowych. 

 

Naukowe i praktyczne wyniki działalności Instytutu mają dla kraju trwałą wartość i są cenione za granicą, o czym świadczy m.in. wieloletnia współpraca z USA.  

Powinny one być w resorcie znane, gdyż otrzymywał jego coroczne sprawozdania. Jako źródło obiektywnych informacji, mogły resortowi posłużyć do okresowej oceny skuteczności pracy Instytutu.  Brak przez dekady jakichkolwiek reakcji na ich treść, sugeruje, że nie budziły tam zainteresowania.

Pomijając znaną prawdę, iż o pozycji instytutu naukowego decydują jego pracownicy: wysoko wykwalifikowani, utalentowani, pasjonaci - realizujący swoje powołanie, oraz wiedząc o tym, że z mocy prawa - instytutami naukowymi w Polsce rządzą jednowładnie ich dyrektorzy, ministrowie zdrowia, począwszy od 2006 roku, powołali na dyrektorów Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu, kolejno aż 5 osób nieodpowiednich. Dziś trudno się oprzeć podejrzeniu, iż nie był to zwykły przypadek, lecz że jużwtedy mógł się pojawić zamiar likwidacji tego Instytutu.

 

 W 2006 roku przekazano Instytut chirurgowi bez wiedzy i dorobku z zakresu zadań Instytutu oraz bez znajomości metodologii badan naukowych. Odwołany w trybie pilnym został po 3 latach.

Dyrektor następny, dobry lekarz specjalista w jego klinicznej dyscyplinie, nie miał żadnego doświadczenia w zarządzaniu instytucją naukową.

 Ogromne zdziwienie wzbudziły powody powołania przez resort w 2015 roku na dyrektora, habilitowanego prawnika, którego musiano odwołać już po 7 miesiącach.

Po nim nastała w 2016 roku kolej na chirurga anestezjologa, którego też odwołano już po 6 miesiącach.  

Prawdziwą katastrofą okazało się przekazanie Instytutu jeszcze w marcu 2017 roku w ręce obecnej osobie. Jest lekarzem, doktorem habilitowanym, ze specjalnością z medycyny pracy, lecz rządzi od niespełna dwóch lat chaotycznie i despotycznie, a jej bezprawne decyzje personalne i gospodarcze, doprowadziły Instytut do ruiny. O tych katastrofalnych działaniach resort był informowany, dlatego niezrozumiały jest jego długotrwały brak reakcji.

 

Nikt rozumny tych decyzji nie uzna za rozważne i świadczące o kierowaniu się jakąś myślą strategiczną, o dążeniu do wykorzystania potencjału naukowego Instytutu w interesie zdrowia pracujących i tutejszego społeczeństwa. 

Nie mogę nie wspomnieć, iż nowi dyrektorzy pozbywali się możliwie szybko, a bez istotnych powodów, najwyżej wykwalifikowanych i doświadczonych pracowników naukowych. 

Domagali się też odwołania przez Ministra zastanych członków Rady Naukowej, wnosili o powołanie nowych członków Rady - nie znawców problemów Instytutu, lecz przedstawicieli ich specjalności, nie mających wiedzy, doświadczenia, ani dorobku w zakresie problematyki Instytutu. 

Proponując Ministrowi- z powodzeniem - swoich kandydatów na członków Rady Naukowej, nie zadbali o zapewnienie Instytutowi osób kompetentnych, mogących Instytutowi zapewnić merytorycznego wsparcia ich wiedzą, doświadczeniem i rozeznaniem naukowym. 

 

Za te katastrofalne powołania dyrektorskie i nieodpowiednie nominacje członków Rady Naukowej, które Instytut skazały na 12 lat naukowej wegetacji i  doprowadziły do obecnego, katastrofalnego stanu, odpowiadają i winę ponoszą ówcześni, kolejni wiceministrowie, nadzorujący Instytut. 

Zdumiewać musi ich brak poczucia odpowiedzialności, którego powodem mógł być jedynie niedobór kwalifikacji a to pozwalało im lekceważyć Instytut, jako źródła wiedzy o słabościach systemu ochrony zdrowia pracowników, o jego brakach, błędach i zaniedbaniach, a także jako unikalnego narzędzia, mogącego pomóc resortowi w optymalizacji tego systemu. Swoje decyzje podejmowali z lekceważeniem faktu, że za skuteczną ochronę zdrowia pracowników, odpowiada konstytucyjnie Państwo, reprezentowane przez resort zdrowia... 

 

 A za niedorzeczną należy uznać nadzieję, gdyby taką żywili, że do poprawy systemu ochrony narażonych pracowników mogą doprowadzić lekarze medycyny pracy działający w tym regionie, bez naukowej pomocy Instytutu.

 

Na tle społecznie niezmiernie korzystnej, nieomal opatrznościowej decyzji sprzed 70 lat – powołującej w  przemysłowym sercu  kraju, dla ochrony zdrowia tutejszej populacji pracowników - Instytut, jakiego Polska nigdy nie miała i wcześniej nie znała, obecne zamierzenia resortu, dotyczące tego Instytutu, budzą niedowierzanie, żałość i uzasadniony sprzeciw.

 

Zwracając się tym listem do Pana Ministra, bardzo proszę o przemyślenie jego treści. Pragnąc Pana upewnić, że nie ma Pan do czynienia z ignorantem, bez doświadczenia, wiedzy i kompetencjiprzytoczę kilka danych z mojego zawodowego CV. 

          Studia lekarskie ukończyłem w 1955 roku z wyróżnieniem. Wybrałem ten Instytut i w nim przepracowałem 60 lat i jeden kwartał. 

Po 5 latach uzyskałem stopień doktora nauk medycznych, 7 lat później się habilitowałem, a po niewielu latach otrzymałem belwederskie tytuły profesora nadzwyczajnego i zwyczajnego. 

Przez 40 lat kierowałem najliczniejszą jednostką naukową Instytutu – Zakładem Szkodliwości Fizycznych, przez 8 lat byłem Sekretarzem Naukowym Instytutu. Z tej funkcji zrezygnowałem w Stanie Wojennym. 

Po zmianie ustroju wybrano mnie w tajnym głosowaniu kolejno trzykrotnie – łącznie na 12 lat, na Przewodniczącego Rady Naukowej Instytutu, a przez 20 lat byłem członkiem Rad Naukowych 3 pozostałych Instytutów zajmujących się ochroną zdrowia pracowników - w Gdyni, Łodzi i Lublinie, oraz Centralnego Instytut Ochrony Pracy, nie podlegającego resortowi zdrowia. 

Przez ponad 20 lat pełniłem, z nominacji Ministra Pracy oraz Premiera, funkcję Wiceprzewodniczącego Międzyresortowej Komisji ds. Najwyższych Dopuszczalnych Stężeń i Natężeń Czynników Szkodliwych dla Zdrowia w Środowisku Pracy, w której odpowiadałem za pracę Krajowego Zespołu Ekspertów d/s Czynników Fizycznych. 

By nie przedłużyć tego wykazu, wspomnę jeszcze tylko moją promotorską opiekę nad 17 wypromowanymi doktorami medycyny. Troje z nich się habilitowało 
i uzyskało belwederskie tytuły profesorskie. 

            Za prace naukowe wyróżniono mnie dwukrotnie indywidualną nagrodą Rady Naukowej przy Ministrze Zdrowia, a raz otrzymałem indywidualną nagrodę Ministra Zdrowia.

 

            Te dane podałem nie motywowany narcyzmem, nieskromnością albo nadzieją na uznanie. Powodem jest tylko moje pragnienie, by Pan Minister zechciał list przeczytać i na końcu uznać, iż nie był to czas zmarnowany.

 

 Z wyrazami szacunku i głębokiego poważania

Prof. zw. dr hab. n. med. Jan Grzesik